Tego dnia śnieg rozleniwił się na dobre i postanowił, że
zostanie nad ziemią, w chmurach. Jakoś nie miał ochoty na spadanie na ziemię.
Kaszel po raz kolejny ściskał moje płuca. Ech, a ledwo co
wyzdrowiałam i miałam nacieszyć się mrozem. Mama od rana wychodziła z domu,
wracała, wychodziła, wracała, wychodziła… Z każdym powrotem zdawała się być
bardziej wystraszona i blada. Ja, nie mając lepszego zajęcia, zamiatałam
podłogę w domu, nucąc pod nosem.






