"Umieralnia"
Myślałam wczoraj o śmierci,
jak krople deszczu wpadały do kałuż błękitnych,
samotnie siedziałam w pustym parku szarawym,
szukając nadaremno ciepła w oczach mych własnych bladych.
Gdy nagle cały ubrany na czarno człowiek się zjawił
z podłużnym i ostrym w ręku drogowskazem
i przysiadł obok mnie, myślałam, że powie coś smutnego
do serca mego i tak nie najpiękniejszego.
Zapytał, co tak okropnego mi się stało,
że ból cały przeszywa na wskroś moje zmęczone ciało,
ja na to mu odrzekłam, że tydzień temu odebrał mi część serca,
wyrwał z twarzy mu uśmiech i odszedł zostawiając marmur jedyny.
On na to mi rzece głosem swym przeraźliwym:
"Dla żywych życie jest, dla tych, co im już serc braknie-umieralnia.
Dziś oddychasz pełną piersią, jutro zimny sam leżysz,
wszystkich to spotka, nawet ciebie-bez wahania".
Spojrzałam na twarz jego dziwnie wykrzywioną,
nie wypowiedziałam już więcej żadnego słowa,
bo nic już więcej powiedzieć się nie da, gdy coś tak w gardle ściska,
ja też bym chciała do umieralni iść, może tam twa postać będzie mi bliska.